10 rzeczy, których nie wiesz o Madagaskarze – część 1.

Czerwona Wyspa stała się popularna za sprawą znanego wszystkim dzieciom i dorosłym filmu animowanego. Nie ma on oczywiście praktycznie żadnego związku z rzeczywistością. Poniżej przedstawiamy kilka ciekawostek o Madagaskarze, których możecie nie wiedzieć. Kolejna część już niedługo.

Biały równa się bogacz, który zawsze zapłaci tyle, ile mu się powie.

Zacznę od czegoś, co niestety najbardziej rzuca się w oczy, ponieważ stykaliśmy się z tym na co dzień. Madagaskar jest jednym z najbiedniejszych krajów świata (dokładnie na 10 miejscu biorąc pod uwagę dochód per capita źródło). Z tego powodu przez lata zmagania się z biedą wśród społeczności wykształcił się pogląd, że białego można oszukiwać do woli i na wszystkim. Jest bowiem bogaty i stać go, żeby wydać dowolną kwotę. Jestem w stanie ich trochę zrozumieć, bo większość turystów przyzwyczaiła ich do tego i płaci, ślepo wierząc w zapewnienia, że “przecież to normalna cena”.

Próby absurdalnego zawyżania cen to praktyka tak powszechna, że pod koniec wyjazdu, kiedy w kilku sytuacjach nie próbowano nas oszukać, byliśmy szczerze zdumieni i niemal wdzięczni. Bardzo rzadko spotykaliśmy się z sytuacją, w której ceny były wypisane na towarze. Wyobraź sobie, że jesteś na targu:

  • Podchodzisz do stoiska z interesującym cię towarem, podczas gdy sprzedawca ocenia twój wygląd, kolor skóry i na tej podstawie zasobność portfela.
  • Pytasz – “ile to kosztuje?”. Tu zaczyna się psychologiczna bitwa między dwoma zawodnikami. Musisz być twardy.
  • Sprzedawca, mierząc cię wzrokiem, po chwili zastanowienia odpowiada – “pięć tysięcy!”
  • Będąc juz doświadczonym kupującym uchwyciłeś moment zawahania i wiesz, że cena dla “lokalsów” jest co najmniej dwukrotnie niższa.
  • Z błyskiem w oku odpowiadasz “tu są dwa tysiące, wiem, że taka jest cena”.
  • Tamten przybiera najbardziej oburzoną z min i po chwili, niezadowolony, macha ręką i przyjmuje pieniądze.

Zauważyłem, że najlepiej jest brać ich z zaskoczenia, nia dając szansy na przygotowanie się do konfrontacji. Szybkie “łoczinity?” (ile to kosztuje?) często załatwia sprawę, bo automatycznie wyrzucają z siebie kwotę zapominając o pomnożeniu jej przez nasz kolor skóry.

Musisz dowiedzieć się, co ile kosztuje, zanim zapytasz o cenę

To właściwie kontynuacja poprzedniego punktu. Najlepiej na kupowaniu na Madagaskarze wychodzi się znając wcześniej cenę danego towaru czy usługi. Najlepiej zapytać o ceny wcześniej, na przykład w hotelu  i to kogoś, kto nie ma w tym interesu. Oczywiście, zawsze może się zdarzyć, że taka osoba po prostu będzie solidarna ze swoimi rodakami, ale to da się wyczuć.

Szklana pułapka

Ludzie w miastach, którzy z jakiegoś powodu mają więcej pieniędzy i byli w stanie wybudować sobie dom, stawiają wokół niego niemożliwe do przejścia, wysokie ogrodzenia. Jeszcze przed przylotem dowiedzieliśmy się, że niestety za ogólną biedą idzie tu również wysoka przestępczość. Obcokrajowcom i nie tylko, przebywającym w miastach takich jak Antananarywa czy Toamasina (Tamatave) zaleca się niewychodzenie z domu czy hotelu po zmroku.

Najbardziej jednak interesującym elementem tych ogrodzeń jest ich zwieńczenie. Często na szczycie muru znajduje się warstwa betonu, w który przed zaschnięciem gęsto powbijano na sztorc mnóstwo kawałków szkła. Całość zwieńczona jest gęstym drutem kolczastym. Sam widok takich zabezpieczeń boli, a wyobraźnia od razu podsuwa obrazy, których wolałoby się nie widzieć.

Kuweta dla ludzi

Tak się złożyło, że musieliśmy odwiedzić drugie co do wielkości miasto na Madagaskarze, które nosi nazwę Toamasina (używane naprzemiennie z dawną nazwą: Tamatave). Jest to miejscowość portowa, która leży na wschodnim brzegu wyspy. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że musimy czekać na dalszy transport aż do następnego dnia, co trochę pokrzyżowało nam plany. Nic to jednak – skoro to miasto portowe, postanowiliśmy odwiedzić miejską plażę. Zapytana o drogę kobieta niepewnie wskazała kierunek, upewniając się czy jesteśmy pewni, bo plaża nie jest najczystsza. “Nie takie rzeczy widzieliśmy!” – odparliśmy niezrażeni. Przyzwyczailiśmy się już, że tam, gdzie ludzie – tam śmieci. Bywaliśmy zresztą dotąd w wielu brudnych miejscach. Tego, co zobaczyliśmy na plaży w Tamatave nie spodziewaliśmy się jednak ani trochę.

Hałdy śmieci wysokości małych budynków zbiły nas nieco z tropu, potem jednak spojrzeliśmy pod nogi. Tam zobaczyliśmy wał ludzkich odchodów, ciągnący się wzdłuż linii brzegowej Oceanu Indyjskiego. To nie były jakieś tam incydenty, z jakimi mieliśmy do czynienia wcześniej w Morondavie. To był regularny kibel, w którym cała nadbrzeżna społeczność wychodziła załatwić potrzebę wprost na piasku. Oczywiście, nie przeszkadzało to ludziom, a przede wszystkim dzieciom, które biegały pośród tych klocków i kąpały się w zanieczyszczonej wodzie. Najbardziej obrzydliwe doświadczenie w naszym życiu. Marsz po “polu minowym” trwał przez dwa kilometry z ośmiu, które przeszliśmy tego dnia po plaży.

Śmietnika ze świecą szukać

Niesamowite ile śmieci jeden człowiek jest w stanie wyprodukować w ciągu dnia (podobno Polacy zostawiają po sobie ok. 0,7 kg odpadów na osobę dziennie, a średnia wśród Europejczyków to ok. 1,3 kg na dzień). Było to dość frustrujące, ponieważ na Madagaskarze trudno o publiczne kosze. Jako że jesteśmy uczuleni na śmiecenie, trzeba było nosić wszystkie wyprodukowane w ciągu dnia odpady przy sobie. Po niedługim czasie przestaliśmy przejmować się takimi rzeczami jak skórki od bananów czy resztki innych owoców, ale resztę trzeba było nosić. Pozbywaliśmy się śmieci dopiero w hotelach albo bardzo rzadko w “restauracjach” czy na dworcach, gdzie zdarzały się jakieś pudła (i tak już wypełnione odpadkami). Nic dziwnego, że głównym zajęciem na Madagaskarze jest zamiatanie…

Już wkrótce część druga!

Jedna odpowiedź do “10 rzeczy, których nie wiesz o Madagaskarze – część 1.”

  1. Kochani… Z zawyżaniem cen produktów spotkałam się już na Placu Imbramowskim w Krakowie, ale… . Wy opisujecie to genialnie. Biorąc pod uwagę fakt, że jesteście piękni i młodzi Was również wysoko oceniono proponując drogi towar. Czekam z niecierpliwością na dalsze opowieści z podróży. Pozdrawiam serdecznie – Magda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *