Great Ocean Road: 5 najpiękniejszych miejsc!

Nie było dla nas nowością, że w Australii obowiązuje ruch lewostronny, ale pierwszy raz siedzieliśmy za kółkiem “pod prąd”. Choć byliśmy pewni obaw, poszło nam całkiem zgrabnie. Okazuje się, że jak potrafisz prowadzić, to i z tylnego siedzenia pokierujesz. Wszystko przebiega odruchowo, jedynie na rondach trzeba się dwukrotnie zastanowić, żeby automatycznie nie zjechać w prawo. Poza tym – to pestka!

Kukabura chichotliwa (Dacelo novaeguineae)

Great Ocean Road

Największa atrakcja Australii. Przelecieć pół świata i jej nie zobaczyć, to grzech! Idealna trasa dla miłośników roadtrip’a! Obecność turystów widać głównie na znakach drogowych – co kilka zakrętów pojawiają się przypomnienia o ruchu lewostronnym. Malownicza trasa rozciąga się na długości 243 km. Zapewnia widoki na cieśninę Bassa (między Australią a Tasmanią) oraz Ocean Południowy (Antarktyczny). Pozwala na zobaczenie Australii w pigułce – od urwistych klifów, przez pustynie i góry, po lasy deszczowe.

Ciekawostka: droga ma status pomnika wojennego! Weterani z I wojny światowej wybudowali ją w ramach hołdu oddanego poległym kolegom. Nie chcieli upamiętniać ich kolejnym pomnikiem, więc przez 16 lat w pocie czoła kontynuowali budowę Great Ocean Road. Wcześniej były to tereny niedostępne.

1. Great Otway National Park

Wspaniały, gęsty las eukaliptusowy. Soczysta zieleń poprzecinana wodospadami. Spędziliśmy tu wspaniałe chwile pod namiotem. Na miejsce campingowe z trudem dotarliśmy baaardzo wyboistą szutrową drogą naszą kompaktową toyotą, w której prawie spaliliśmy sprzęgło. Grudzień w Wiktorii był dla nas wyjątkowo chłodny – w nocy temperatura spadła do 7 stopni. Zupełnie nieprzygotowani na takie warunki, o drugiej nad ranem opuściliśmy namiot i pognaliśmy do ogrzewanego samochodu. Nie mogłam się rozgrzać aż do rana.

Tak wygląda australijski busz

Kurawonga czarna (Strepera graculina) karmiąca podlotka

 Nasz namiot

W samochodzie. Daniel powiedział mi wtedy, że wyglądam, jak „rasowy bezdomny”…

Gdzie spać?

W Australii działa fantastyczna aplikacja WikiCamps. Zawiera wszystkie miejsca kempingowe na kontynencie (wraz z przydatnymi informacjami o prysznicach). Gdzie są, gdzie za darmo, gdzie z bieżącą wodą, gdzie można się rozbić bez opłat. Poza tym zawiera również atrakcyjne punkty widokowe w pobliżu oraz notatki użytkowników o ewentualnych utrudnieniach lub zaobserwowanych zwierzętach. Świetna sprawa, koniecznie trzeba ją pobrać przy road tripie (na pustyni przydatna jest informacja o najbliższym źródle wody!). Pierwsze dwa tygodnie są darmowe, później roczny koszt to kilka dolarów.

Piąteczka!

Samica altannika lśniącego (Ptilonorhynchus violaceus)! Widzieliśmy przynajmniej kilkanaście sztuk, co za emocje!

A tutaj mamy samca. Jak widać, dymorfizm płciowy (różnica w wyglądzie płci) jest bardzo wyraźny. Obie płcie mają piękne, intensywnie niebieskie oczy. Niestety, nie było nam dane zobaczyć ich w sezonie dobierania się w pary… Altanniki zawdzięczają swoją nazwę właśnie zwyczajom godowym. Samce budują piękne konstrukcje, przypominające altanki. Są to stosunkowo największe „gniazda” w świecie ptaków. Im ptak starszy, lub mniej lśniący (brzydszy), tym ładniejsza altanka. Doświadczenie przychodzi bowiem z wiekiem, a brak urody musi zostać zrekompensowany. Dodatkowo ptaki tego rodzaju gromadzą barwne przedmioty, ze szczególną słabością do koloru niebieskiego. Kiedy zwabiona atrakcyjną budowlą samica stanie w altance, rozpoczyna się pokaz taneczny w wykonaniu samca. Wideo z komentarzem wspaniałego Attenborough’a zobaczyz tutaj.

Koale

To bez wątpienia najlepsze miejsce do zobaczenia koali (Phascolarctos cinereus). Ich nazwa wywodzi się z języka aborygeńskiego i oznacza “no drink” (ang. “bez picia”, “brak picia”), ponieważ aż 90% wody pozyskują z pędów eukaliptusa. Jest to wyłączne źródło ich pożywienia, a zjadają tylko młode liście, zaledwie 50 z około 500 gatunków eukaliptusów. Choć większość życia spędzają na drzewach, są doskonałymi pływakami. Często nazywa się je “misiami koala”, choć tak naprawdę to… torbacze! I z niedźwiedziami nie mają nic wspólnego. Nie mają też nic wspólnego z byciem słodkimi – widzieliśmy je w akcji. Chyba że ich ryki, przypominające zarzynanie krokodyla, ktoś odbiera jako urocze. Albo rozchlapywanie odchodów ogonkiem. A ich szpony…

Koala australijski (Phascolarctos cinereus)

Ten koala ryczał, jak oszalały!

Odstrzał

Choć koale są chronione, na obszarze Parku Narodowego Great Otway prowadzone są odstrzały tych zwierząt. Dla ich dobra? Tutejsza populacja wymknęła się spod kontroli i robią spustoszenie na eukaliptusach. Sytuacji nie pomogła też panująca susza i pożary lasów. Doprowadziło to do ogromnych zniszczeń ekosystemu oraz śmierci głodowej wielu osobników. Koale bardzo źle znoszą stres, w wyniku którego przeważnie umierają, dlatego ich relokacja jest niemożliwa. Lepiej więc odstrzelić część osobników ( w latach 2014-2016 ponad 630 sztuk!), niż pozwolić na zagłodzenie się całej populacji… 

2. The Twelve Apostles – Park Narodowy Port Campbell

20 milionów lat temu te wapienne skały były częścią lądu. Stopniowo, w wyniku działania fal i wiatru, rzeźbiły się w nich jaskinie. Te z kolei zostawały łukami, a łuki zamieniały się w kolumny, z których najwyższa mierzy 45 metrów. Tak powstało Dwunastu Apostołów. Ich pierwotna nazwa brzmiała “Maciora i świnki”, ale nietrudno się dziwić, że ją zmieniono. Filarów jest obecnie osiem. Ostatni zapadł się na oczach turystów w 2005 roku. To najbardziej rozpoznawalne miejsce na całym kontynencie! Apostołowie znajdują się na wschodniej granicy Wielkiej Zatoki Australijskiej, pośród przemieszanych wód dwóch oceanów: Indyjskiego i Południowego.

Dwaj Apostołowie i Daniel

The Arch

London Bridge

3. Tower Hill Wildlife Reserve

Zaledwie kilkanaście kilometrów od Great Ocean Road dalej na zachód znajduje się niewielki rezerwat. To miejsce na pewno zainteresuje wszystkich miłośników dzikiej przyrody. Poza koalami, można tu spotkać kangury, walabie, emu, kolczatki, oposy, liczne płazy i gady (m.in. węże i żółwie). Ale przede wszystkim mnóstwo ptaków! W czterokilometrowym kraterze wygasłego wulkanu można podziwiać zastygnięte strumienie lawy i liczne mokradła. Zwierzęta są “uwięzione” w kraterze, więc istnieje możliwość podziwiania ich z naprawdę małej odległości. A najważniejsze jest to, że są dzikie! No, może poza jednym emu, który napadł na nas podczas posiłku. Ale to jest, niestety, przykry efekt dokarmiania dzikich zwierząt. Stają się agresywne, kiedy widzą jedzenie. Mimo wszystko, to jedno z miejsc, które najprzyjemniej wspominam z kontynentu. Tu jest po prostu pięknie. Wstęp darmowy.

Czarne łabędzie (Cygnus atratus) – endemiczne dla Australii i Tasmanii

Emu zwyczajne (Dromaius novaehollandiae)

Drogę przeciął nam „niebieski język”!

Blue tongue skink, czyli scynk krótkoogonowy (Tiliqua rugosa)

Uroczy ogonek!

Szlarnik rdzawoboczny (Zosterops lateralis) 

Musiałam sprawdzić, kto jest szybszy! 

Żałobnice żółtosterne (Zanda funerea)

4. Grampians National Park

Na północ od Tower Hill wznoszą się Grampiany. Będąc w okolicy, nie można z nich zrezygnować! Nie są górami, które wywołają zachwyt od pierwszego wejrzenia, ale nie da się ich nie pokochać. Początkowe rozczarowanie, stopniowo przeradza się w fascynację. I wtedy człowiek trafia do kanionu i na szlak na The Pinnacle… i nie chce go opuszczać! Nigdy!

Znaleziona przez nas ranna kakadu cienkodzioba (Cacatua tenuirostris). Ptak szybko trafił do centrum rehabilitacji dzikich zwierząt!

Samiec chwostki szafirowej (Malurus cyaneus)

Grand Canyon

Widok z The Balconies

Daniel „na balkonie”

5. Brambuk

Piękne ścieżki znajdują się również w okolicy Brambuk’u – Aborygeńskiego Centrum Kultury. Znajduje się ono w Parku Narodowym, u podnóży Grampianów. Można tu spotkać kolczatki, wombaty, niezliczone ptactwo, walabie i kangury. Brambuk to niezwykłe miejsce, które trzeba odwiedzić. Tak bardzo otwiera oczy na okrutną historię zasiedlania Australii przez Europejczyków… Wejście nie jest odpłatne, jednak warto zostawić darowiznę w puszce przy wejściu, z której środki przeznaczane są na rozwój centrum i ochronę pobliskich malowideł jaskiniowych. Podczas naszej wizyty jaskinie były, niestety, zamknięte ze względu na zimę i prowadzone renowacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *