Skąd się bierze obiad i ile płacić za nocleg w Indonezji?

Zanim dowiesz się, jak w Indonezji zdobyć jedzenie i spanie, warto dowiedzieć się trochę o walucie. W Indonezji z bankomatu do portfela chowasz kilkanaście banknotów po 100 000 rupii. Można poczuć się jak milioner. Imponujące? Trochę jak Polska przed 1995 rokiem. Skrótem indonezyjskiej waluty jest “Rp”, które funkcjonuje na identycznej zasadzie jak polskie “zł”. Oznacza to, że obie nazwy IDR i PLN występują w oficjalnych dokumentach, gdzie mają charakter terminów międzynarodowych. Natomiast zarówno “Rp”, jak i “zł” są używane raczej potocznie – w rozmowie, sklepach, na ulicy. Bankomaty są prawie wszędzie, jeśli zamierzacie jednak oddalić się od dużych miejscowości, na wszelki wypadek zabierzcie ze sobą odpowiednią ilość gotówki. Przelicznik z listopada 2016 r.:

1 000 000 IDR = 304.18 PLN
100 000 IDR = 30.42 PLN
10 000 IDR = 3.04 PLN
1 000 IDR = 0.30 PLN

Woda nie taka droga!

Zanim pojedziesz, dobrze jest się wczytać w internecie w aktualne ceny różnych produktów. Jeśli nie ma takiej możliwości, w większości miejscowości znajdziesz minimarkety, takie jak Indomaret czy Alfamart. My zdecydowaliśmy się sprawdzić ich asortyment dopiero po drugim tygodniu. I wiesz co? Okazało się, że wszędzie nas kantowali za wodę. Dużą butelkę kupisz za 5 tys., my płaciliśmy po 10 tys. rupii (czyli zamiast 1.5 zł, kosztowało nas to 3 zł). Ale nie szkoda nam tych maksymalnie kilkunastu złotych, które straciliśmy. W zapasy zaopartywaliśmy się w rodzinnych, przydomowych straganach. Widzieliśmy niedożywienie i warunki, w jakich żyją sprzedawcy.

Sklepik u podnóża wulkanu Sibayak, Sumatra.

Spanie i śniadanie

Koszt jednej nocy na Jawie i Sumatrze waha się od 80 do 120 tys. rupii za pokój (dwie osoby). Więcej to zdzierstwo albo luksusy. W Bukit Lawang można spać już od 55 tys. Rp. na dobę. Różnica w cenach wynika z wyposażenia. Pokój bez wiatraka, prysznica i zachodniego sedesu (na siedząco) będzie tańszy. Za noc na Bali i Flores zapłacimy od 140 tys. rupii wzwyż – chyba nie ma tu górnej granicy. Ceny są absurdalnie wysokie! W Kucie znaleźliśmy nocleg za 160 tys. rupii i to w najlepszych warunkach na świecie! Nigdy wcześniej nie spałam na takim “wypasie”. Wygodne łóżka, wi-fi, klima, własna łazienka z zachodnią toaletą, PRYSZNICEM i CIEPŁĄ WODĄ, a w cenie śniadanie i skuter. Ba, nawet pokój sprzątali. Do dyspozycji dach z leżakami, kuchnia i bar (polecamy – Gusti Homestay).

Gusti Homestay. Korytarz między pokojami.

Gusti Homestay. Pokój, który dzieliliśmy z towarzyszem balijskiej przygody – Goudą.

Ujung KulonNasz ekskluzywny hotel na wyspie Handeleum na Jawie.

Pokojo-suszarnia w Berastagi na Sumatrze. Tu mieliśmy gorącą wodę i koce! I tak zmarzliśmy w nocy.

Przytulny pokój w Moni na Flores.

Zachodni kibelek w Moni i spłuczka (w większości miejsc spłuczka była również prysznicem).

Absolutnie ekskluzywny – prysznic! Niestety ciśnienie było tak słabe, że woda dosłownie kapała. I była tak zimna,  jak noce w Moni na Flores.

Nasza „cela” u Eddiego w Labuhan Bajo (Flores). Okna w jego domu miały kraty, poza tym podwyższył podłogę, bo zdarzają się tam powodzie. Skutkiem tego w całym domu trzeba się pochylać. Na początku trudno się przyzwyczaić, ale później nie jest to odczuwalne. U Eddiego było bardzo czysto i przytulnie.

Indonezyjska łazienka, bardzo schludna i czysta. Po prawej wychodek, po lewej murowany zbiornik na wodę (deszczówkę przynosi się ze zbiornika za domem) oraz beczka i wiadro z wodą – gdyby brakło do kąpieli. Po za tym mamy tu bardzo rzadko spotykany przez nas wieszak (co prawda nad samym kiblem) i lustro, którego uświadczyliśmy tylko tu i na Bali. Jest nawet papier toaletowy, absolutna rzadkość. Nawet w domu u Ramy nie było papieru. Oni chyba podcierają się ręką, albo moczą pośladki w tej stojącej wodzie – wolę nie wiedzieć.

Ciepła woda nie taka oczywista

Dla porównania w Labuhan Bajo zapłaciliśmy 140 tys. Rp. Byliśmy w domu rybaka i żyliśmy w takich samych warunkach jak on. Bez bieżącej wody, klimatyzacji, internetu, ale było fantastycznie. Bo Eddy jest niesamowity.  Polecamy go najbardziej na świecie! W całej tej mieścinie jest jedna tańsza miejscówka (o 20 tys. rupii), ale to schronisko na jedną noc – pokój 7-osobowy. Wilgotność powietrza sięga niekiedy powyżej 90%, a temperatury są wysokie, co tworzy idealne warunki rozwoju pleśni i grzybów. Nie zrażaj się nim, bo w takich warunkach nie da się go uniknąć. To wcale nie jest niedbalstwo właścicieli i trzeba to zaakceptować. Dodatkowo wybierając się w wyżej położone tereny, warto dopytać się o ciepłą wodę. Bez niej w Berastagi byśmy chyba zamarzli (hehe), a w Moni trzęśliśmy się w nocy. Koniecznie weź ze sobą letni śpiworek lub prześcieradło. Uwierz, że nie chcesz kłaść się bezpośrednio na tych łóżkach.

Skąd się biorą internety?

Internet ułatwia życie. Półtora tygodnia radziliśmy sobie bez niego i nie narzekaliśmy, ale na dłuższą metę warto mieć do niego dostęp. Przydał nam się głównie do kupowania biletów lotniczych. Transport publiczny woła o pomstę do nieba. Drogi są w fatalnym stanie, przez co jeździ się średnio 40 km/h. Podróże dodatkowo wydłuża fakt stania na przystankach niekiedy nawet kilkadziesiąt minut. Zaletą jest to, że można skoczyć do kibelka albo na obiad. Więcej o podróżowaniu po Indonezji przeczytasz tutaj.

Indonezja jest ogromna, a spora jej część wciąż jest trudno dostępna. Mieszkańcy często mają przy domach ogromne talerze satelitarne. Na różnych wyspach zasięg mają różni operatorzy. Na Sumatrze świetnie sprawdza się Telkomsel. O dziwo, zasięg łapiesz nawet w dżungli na wzniesieniu. Działał również na Bali i Javie. Ale Flores nie obejmował. Tam zaczyna się królestwo Indosatu. Jeśli będziesz jeździć tylko po Javie i Bali, wszystkie karty powinny działać. To dwie najsłynniejsze, najgęściej zaludnione i najchętniej odwiedzane wyspy. Najpierw miły pan lub pani w “punkcie” telefonicznym, porozumiewając się z tobą na migi,  zweryfikuje i zainstaluje kartę. Po kilkunastu minutach możesz wreszcie korzystać z internetu mobilnego. Pakiety są atrakcyjne, w przystępnej cenie i z dużą ilością “gigów”. My mieliśmy 3GB, ale nie wykorzystaliśmy nawet 400MB.

Gdzie znaleźć jedzenie!?

Pierwszego dnia jechaliśmy na kanapkach z domu. W Dżakarcie Rama zabrał nas na śniadanie, gdzie zjedliśmy słynne gado-gado na pół. Pyszota. Potem dojadaliśmy bardzo nieświeżą drożdżówkę, znalezioną w plecaku. Mieliśmy też dużo stresu w żołądkach, więc pokarm zszedł na dalszy plan. Trzeciego dnia znaleźliśmy się w Sumurze. Tam okazało się, jak bardzo jesteśmy głodni. Przeszliśmy wioskę wzdłuż i wszerz, a nie znaleźliśmy żadnej jadłodajni! Niby wcześniej mijaliśmy kredensy na taczkach, w których było poustawiane na półkach jedzenie, ale… Wyglądało to obleśnie. Taki żar lał się z nieba, a w środku z górą mięsa kłębiła się chmara much. W głowie szeptały mi słowa lekarza medycyny podróży: “nie jeść w straganach ulicznych”. Po chwili zastanowienia, postanowiliśmy to chrzanić. W brzuchach przelewały nam się litry niewykorzystanych soków trawiennych. I tak odkryliśmy WARUNGI.

Warung z lokalem w Sumurze na Jawie.

Bukit Lawang, Sumatra.

Warungi przy nocnym targu w Labuhan Bajo, Flores.

Warungi

Są to małe, rodzinne sklepo-jadalnie. W większości dostaje się jedzenie na wynos, zapakowane w liść bananowca. W niektórych jest mały stolik i ławka, ale zdarzają się też lokale. Jedzenie indonezyjskie jest wspaniałe. Zakochaliśmy się w tempeh i koniecznie musisz go spróbować na miejscu! Jest to częściowo sfermentowana soja, smażona na głębokim oleju. Wiem, nie brzmi najlepiej, ale smakuje jak niebo w gębie! Obiad za 40 tys. za osobę, dostaniesz już na wypasie. Ryż smażony z sosem (nasi goreng) kosztuje zazwyczaj 15 tys. Do tego warzywka i tempeh, płacisz 35 tys. Często kantują, uważaj. Najlepiej uzgodnij cenę przed zamówieniem, bo później nie ma zmiłuj. Nie pytałeś, jesz dwa razy drożej! Ale to zdarza się jedynie w typowo turystycznych rejonach. W 95% przypadków do posiłku dostaniesz darmową wodę, kawę lub herbatę. Gorącą kawę pije się tam hektolitrami.

Stolik warungu na targu owocowym w Berastagi na Sumatrze.

Warung od kuchni, Berastagi, Sumatra.

Gotowanie w Labuhan Bajo na Flores.

Palce w ryż!

Głównym składnikiem diety Indonezyjczyków jest ryż. Albo go polubisz, albo będziesz się męczyć. Z ryżem głównie wchodzi kurczak. Jeśli jesteś mięsożercą, ucieszysz się. Będziesz wcinać smażoną kurę na śniadanie, obiad i kolację! Na początku ciężko się przełamać do udka na śniadanie, ale taki posiłek wystarczał nam na większość dnia. Z braku czasu i nadmiaru wrażeń i atrakcji, jadaliśmy przeważnie dwa razy dziennie. Drugi posiłek zazwyczaj był po 18, kiedy mieliśmy już rzeczy w hotelu. Jeśli jesteś wege, bez obaw. W menu warungów nie brakuje warzyw na milion sposobów. W wioskach często nie ma sztućców, więc dobra zabawa gwarantowana!

Kawiarnia w Bukit Lawang, Sumatra.

Kolacja w dżungli Leuser, Sumatra.

W tropikach wystarczy chwila nieuwagi, by Twój posiłek, czy napój (kawa + cukier = turbo w dżungli), stały się posiłkiem innych gatunków. Park Narodowy Leuser, Sumatra.

2 odpowiedzi do “Skąd się bierze obiad i ile płacić za nocleg w Indonezji?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *