Melbourne top 8 + transport publiczny

Aussies, czyli Australijczycy, słyną z wyluzowanego stylu życia. Nie da się temu zaprzeczyć. Są tak bardzo easy-going, jak tylko możliwe. Albo bardziej. Wyobraź sobie idealne miasto. Ogromną metropolię z fantastycznym transportem publicznym. Centrum artystyczno-kulturalne. Wielonarodowościowe, otwarte i przyjazne dla wszystkich miejsce. Poprzecinane spokojnymi i rozległymi parkami, otoczone wodą. Wygodne do życia dla starszych i młodszych. Gdzie czujesz się bezpiecznie, jak nigdzie indziej. Bez wyścigu szczurów, z luzem, ale i możliwościami. Bez chaosu, ale też nie przesadnie uporządkowane. Takie, jakie być powinno. To może być Melbourne.

AirAsia

Lot z Indonezji do Australii zdecydowanie możemy sklasyfikować jako najgorszy ze wszystkich, które odbyliśmy. I chociaż lataliśmy już maszynami, których wygląd zewnętrzny i wewnętrzny pozostawiały wiele do życzenia, nie narzekaliśmy. Ale AirAsia bije na głowę wszelkie rekordy skąpstwa. To taki “Janusz” tanich linii lotniczych. Jakby nie patrzeć, był to lot międzykontynentalny i spodziewaliśmy się chociaż symbolicznego posiłku i szklanki wody podczas ponad siedmiogodzinnej podróży. Przeliczyliśmy się.

Płać za ciepło

Ale trzeba przyznać, że świetny biznes robią na wynajmowaniu koców. Przy prawie 35-stopniowym upale na zewnątrz, na pokładzie przeniesiono nas do krainy lodowej. Niemal wszyscy pasażerowie momentalnie zaczęli kaszleć, smarkać i ubierać się we wszystko, co było pod ręką. A zaledwie kilkanaście minut po starcie wesoła stewardessa już maszerowała z kocykami za 20 dolarów australijskich na czas lotu. I ja wiem, że w samolotach jest chłodno – dzięki temu lepiej znosi się różnicę ciśnień, nasz metabolizm spowalnia, a my sami robimy się mniej aktywni, no ale… To była prawdziwa chciwość.

No worries

W tym naszym lolkowym stylu “co ma być to będzie”, zaledwie na kilka dni przed wylotem (kiedy kupiliśmy bilet do Melbourne) zaczęliśmy szukać mety na couchsurfingu. Do dnia przed wylotem byliśmy pewni koczowania na dworcach i niepewni przebiegu podróży w związku z poszukiwaniem relocation deals. Nasza podróżnicza spontaniczność i naturalne podporządkowanie się słynnemu australijskiemu no worries (ang. bez zmartwień), dość szybko doprowadziły nas do domu wspaniałych Michael’a i Jenny.

Walterowie

Szalone dojrzałe małżeństwo. Dzieci odchowane, emerytura lada moment – przyszedł czas dla siebie. W ten sposób, za radą syna, zalogowali się na couchurfingu. Przez kilka tygodni surfowali po kanapach całej Europy i… pokochali ten styl. Po powrocie do Melbourne sami otworzyli swój dom dla innych. I tak od ponad trzech lat  gościli już setki ludzi! W kuchni wisi kalendarz, na którym mają “zarezerwowane” kilka miesięcy w przód. Kiedy my się odezwaliśmy, nie planowali nikogo. Ale wiadomość napisana przez Daniela dała nam szansę. Najlepszą! Dość szybko usłyszeliśmy, że możemy zostać tak długo, jak potrzebujemy.

Komunikacja miejska

Poruszanie się po Melbourne jest dziecinnie proste. Poza dobrze połączoną siecią metra, tramwajów i autobusów można również wynająć rower miejski. Teoretycznie są one wyposażone w kaski, w praktyce – większość rozkradziono. A warto na to zwrócić uwagę, bo w Wiktorii jazda jednośladem (każdym) bez ochrony głowy kończy się surowym mandatem!

W transporcie publicznym konieczny jest zakup myki – prepaid-owej karty z czipem, na której kodujemy przejazdy (przy każdym wejściu i wyjściu z pojazdu przykładamy kartę do stacji pobierającej opłatę za przejechany odcinek). Bez myki ani rusz. Kontrolerzy sprawdzają, czy jest “kliknięta”, a metra bez “odkliknięcia” się nie opuści – ochrona stoi przy bramkach i sprawdza wychodzących. Wszystko jest jasno wyjaśnione przy każdej stacji metra. Myki można ładować u kierowcy odliczoną gotówką lub w automatach kartą. Opłaty i więcej informacji znajdziesz tutaj.

1. Federation Square

Nie przyjść tutaj będąc w Melbourne, to jak przyjechać do Krakowa i nie zobaczyć Kazimierza. Każdy turysta musi to “zaliczyć”. Plac Federacji to skupisko instytucji kulturalnych i kawiarń. Jest jednym z głównych miejsc wydarzeń kulturalnych, protestów i koncertów, a przede wszystkim – najbardziej rozpoznawalną lokalizacją w Melbourne. Pod placem znajduje się stacja metra, a na jego środku centrum informacji turystycznej, gdzie można zdobyć miliony mapek oraz nowinek o aktualnych wydarzeniach. Choć wiecznie zatłoczone, mimo wszystko to przyjemne miejsce.

2. Australian Centre for the Moving Image

Jedną z instytucji mieszczących się przy samym placu jest Australijskie Centrum Ruchomego Obrazu. Główna przestrzeń i niektóre wystawy są darmowe. Ciekawostka: elementem stałej ekspozycji jest jeden z samochodów “Mad Max’a”. W dalszej części hali znajdują się rozmaite instalacje interaktywne, hologramy, mapping, okulusy. Nawet jeśli nie interesujesz się sztuką nowych mediów, znajdziesz tu coś dla siebie. Fantastyczne maszyny i przyrządy kinematograficzne z ciekawymi opisami znajdują się tuż obok… sali gier. Tak, tak – kilkanaście stanowisk komputerowych z dziesiątkami gier – od tych pierwszych, po najnowsze. Każdy może tu przyjść i zagrać całkowicie za darmo.

3. Laneways

Klimatyczne wąskie uliczki w centrum, przy których znajdziesz wszystko. Galerie sztuki, dzieła street artu, butiki projektantów, urocze kawiarenki, modne bary, nocne kluby jazzowe, szkoły tańca, pijalnie alkoholu czy jadłodajnie z kuchniami z całego świata. Warto się w nie zapuścić i zgubić na chwilę… Za każdym rogiem kryje się kolejna niespodzianka.

Myer Christmas Windows, czyli cała aleja ruchomej ekspozycji o tematyce świątecznej. Trzeba przyznać, że było na czym zawiesić oko, a wystawy mają już 61 lat tradycji! Jednak trochę dziwnie było poczuć ducha Świąt Bożego Narodzenia pod palmami.

4. The Night Market

Nocny targ to miejsce spotkań wielu ludzi. Chyba nie potrafię wymienić jedzenia, którego się tu nie kupi. Ale nabyć można tu również hipsterskie akcesoria, dodatki do domu czy unikatową odzież z recyclingu. Warto usiąść przy stoliku i – popijając craftowe piwo –  rozkoszować się kuszącymi zapachami. Albo przejść się na jeden z kilku koncertów, które się akurat odbywają.

Najlepiej chroniony pachołek na kontynencie

Zupełnie nieoczekiwanie z ponad trzydziestostopniowego upału temperatura spadła do zaledwie kilkunastu. Trochę się nawet ucieszyliśmy, że nie nosiliśmy ze sobą kurtek przez ponad miesiąc bezsensownie.

5. City Circle Tram

Czyli darmowa linia tramwajowa otaczająca centrum. Pojazd porusza się dostatecznie wolno, by można było zawiesić oko na okolicy. Przystanki są blisko atrakcyjnych turystycznie miejsc.

6. Churchil National Park i Lysterfield Park

Jednym słowem: uwielbiamy! Łatwo jest się dostać w okolice parków i dają one świetny przedsmak australijskiej dziczy. Zamieszkują je setki kangurów, walabie, kolczatki, wombaty oraz niezliczone gatunki papug i innych ptaków. Mimo że są tu ścieżki, łatwo można poczuć się jak na odludziu. Idealne miejsce na wycieczkę rowerową, choć z doświadczenia wiemy, że pod niektóre wzgórza po prostu nie da się podjechać. Ba, nawet podejść jest ciężko!

Mój ulubiony ptak śpiewający – dzierzbowron (Gymnorhina tibicen)!

Ta samica z potomkiem, tak jak wszystkie torbacze w tym wpisie, jest przedstawicielką kangura olbrzymiego (Macropus giganteus)

Lorysa górska (Trichoglossus moluccanus)

Samiec Daniela (Homo sapiens danielus)

Widok na centrum z Lysterfield

Ja na rowerze!

7. Dandenong Ranges National Park i Sherbrooke Forest Park

Wspaniałe, cudowne, nieziemskie… To nic innego jak jurajskie lasy deszczowe. Dosłownie. Poruszając się między olbrzymimi paprociami i jeszcze większymi drzewami łatwo o uczucie niepokoju. I to wrażenie bycia obserwowanym przez raptory… Idealne miejsce ucieczki przed upałami, które nierzadko nawiedzają miasto. Unikalny subklimat niesie ze sobą chłodne wilgotne powietrze oraz mnóstwo cienia. Lasy deszczowe w okolicy Melbourne są zamieszkiwane przez dziesiątki zagrożonych gatunków fauny i flory, co czyni je jeszcze bardziej wyjątkowymi.

Michael (nasz gospodarz) i Daniel

Samica endemicznej szkarłatki królewskiej (Alisterus scapularis)

Rozelle królewskie (Platycercus elegans)

Ten czerwony przystojniak w lewym rogu to samiec szkarłatki królewskiej. Dymorfizm płciowy (czyli różnica w wyglądzie płci) jest tu bardzo wyraźny; dla porównania – na drugiej ręce siedzi samiczka.

W pewnym momencie przeżyliśmy prawdziwe oblężenie dzikich (?) ptaków…

Pani…

…i pan

8. St Kilda

Marzy Ci się Philip Island, ale właśnie podsumowałeś koszty? Spokojnie, mamy świetną alternatywę. Te same pingwiny możesz podziwiać bez żadnych opłat w Melborune! Wystarczy przed zachodem lub wschodem słońca podjechać pod molo St Kilda i przejść się na jego koniec. Bliskie spotkania gwarantowane. Pingwiny pluskają się w wodzie pół metra od ludzi, a pisklaki czekają na rodziców na skałkach obok. Wolonatriusze dbają o ciszę i spokój zwierząt, które dzięki temu zachowują się swobodnie. Ale mimo wszystko pozostają dzikie i łatwo je wystraszyć. Jeśli będziesz szczęściarzem, to zobaczysz nawet bobroszczury złotobrzuche. Daniel nim był, a spotkanie streścił słowami:  “widziałem płynącego szczura”. Właściwie to miał rację.

Pingwin mały (Eudyptula minor)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *