Podróż autobusem w Indonezji – ciekawostki

Podróż autobusem w Indonezji to przeżycie unikalne. Gwarantuję Ci, że jeśli po raz pierwszy znalazłeś się w azjatyckim kraju Trzeciego Świata, to nie zapomnisz tej jazdy do końca życia. Czy znajdujesz się w kilkuosobowym vanie, czy w wielkim autokarze, wrażenia są równie ekstremalne.

Na trasie

Poza miastem czas zaczyna działać chyba inaczej, bo kierowcy wpadają w tryb Roberta Kubicy. Prędkości rozwijane przez autobusy, nie są powalające, bo zamykają się w granicach 60 km/h. Ale już przy czterdziestu kilometrach idzie o zawał. Manewry omijania pieszych, motocykli, skuterów, dziur,  samochodów, straganów, zwierząt i tysiąca innych przeszkód, są tak gwałtowne i ryzykowne, że podczas pierwszej przejażdżki żołądek znajduje się gdzieś w okolicy migdałków. Najbardziej emocjonujące jest jednak wyprzedzanie. O jednośladach jadących z naprzeciwka w trakcie wyprzedzania już nie wspominam. Po 5 minutach staje się to absolutnie normalne. Jednak kiedy autobus z pięćdziesiątką osób, zaczyna wyprzedzać ciężarówkę, podczas gdy z przeciwka pędzi inny samochód… Zaczynasz mocniej ściskać oparcie przed sobą. Takie manewry, jakimś cudem, kończą się jedynie minięciem – dosłownie na żyletki.

Miejska dżungla

W mieście, wiadomo, większy ma pierwszeństwo, poza tym klakson odgrywa najważniejszą rolę (trąbisz – jedziesz, nie trąbisz – stoisz). Autobus dźwięk klaksonu ma poważny, dostojny. Jazda po mieście wiąże się jednak z ograniczeniami. Bardzo często zdarza się, że aby pojechać we właściwym kierunku, trzeba zawrócić na dwupasmowej drodze w centrum. Wydawałoby się, że żaden problem, ale nie tu. W indonezyjskich miastach nie istnieje coś takiego jak zawrotka. Jest tylko przerwa w murku odgradzającym dwie jezdnie. Nie ma pasa rozbiegowego, za to są panowie, którzy w razie potrzeby wybiegają na jezdnię i zatrzymują cały ruch aby autobus mógł zawrócić. Panowie nie są w żaden sposób oznaczeni jako obsługa, wyglądają jak przypadkowi przechodnie. Muszą być jednak powszechnie znani w społeczności, bo jakoś ich nie rozjeżdżają.

Obsługa

Kiedy autobus wykona już manewr zawracania, zbiera po całym mieście pasażerów w dość interesujący sposób. To, że autobus zatrzymuje się w dowolnym miejscu na wielopasmówce w centrum miasta, jest jeszcze spoko. Każdy autobus, poza kierowcą, „wysposażony” jest w obsługanta. Zajmuje się on kontrolą biletów oraz nawoływaniem przypadkowych osób do skorzystania z usług przewoźnika. Wyjeżdżając z Dżakarty do Serangu nasz autobus jechał dosłownie kilka kilometrów na godzinę, podczas gdy pan z obsługi wybiegał, szedł chodnikiem wzdłuż drogi, krzycząc wniebogłosy dokąd jedziemy.

Labuhan

Kogo spotkasz w autobusie

Nie jestem pewien jak poszło panu pomocnikowi, ponieważ zbyt zajmujące było to, co działo się wewnątrz pojazdu. W autobusie bowiem można spotkać sporo ciekawych osobistości opisanych poniżej:

  • sprzedawcy
    W każdej większej miejscowości wsiada przynajmniej kilku “obnośnych” sprzedawców. Oferują oni głównie różnego rodzaju przekąski i zimne napoje. Te ostatnie bardzo kuszą ze względu na temperaturę przekraczającą 35 stopni w porze deszczowej (!). Niektórzy wypracowali wysoce zaawansowane techniki perswazji. Na przykład wkładają ci do ręki cudownie zimną wodę, z którą cię zostawiają na chwilę. Za moment przychodzą i chcą kasę. Niektórzy oferują takie trochę lunchboxy, czyli zapakowany w liść bananowca ryż z kurczakiem i jakimiś warzywami. Na to akurat daliśmy się nabrać i nie żałowaliśmy. Za równowartość ok. 4 zł. można było zapełnić żołądek na parę godzin. Najważniejsze, żeby nie dać się nabrać na zawyżone stawki dla białych. Warto przyjrzeć się uważnie kwotom jakie płacą lokalsi za dane produkty i być stanowczym przy targowaniu. Biali zawsze płacą więcej.
  • artyści
    W szczególności na dworcach przesiadkowych, ale nie tylko, równocześnie ze sprzedawcami, do autobusu wchodzą grajkowie. Zazwyczaj nie przeszkadzają sobie nawzajem i nie grają w tym samym momencie – całe szczęście. Są gitarzyści, bębniarze, soliści. Jestem przekonany, że w indonezyjskich autobusach znaleźliby się mistrzowie wszystkich instrumentów, które mogą zmieścić się w przejściu między siedzeniami. Często zdarzają się też wykonawcy, którym masz ochotę napełnić czapkę rupiami aby tylko zakończyli swój występ.
  • prorocy
    Nam trafił się akurat jeden. Można go było wprawdzie zaliczyć do artystów, ale miał w sobie coś wyróżniającego. Wyglądał jak orientalny duchowny. Bardzo głośno, bardzo długo i na bardzo wysokich tonach zaśpiewał, jak twierdził nasz współpasażer, jakąś pieśń związaną z lokalną kulturą. Było to bardzo interesujące, choć po jakimś czasie zarazem irytujące doświadczenie.
  • kierowcy
    W Indonezji kierowcy wszelkich środków transportu publicznego to materiał na pracę habilitacyjną, na wydziale co najmniej psychologii. Poza tym, co zostało powiedziane w pierwszych akapitach tego tekstu, dodam tylko: wsiadając do autobusu musisz odrzucić wszelkie standardy bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku, które wpajano ci od dziecka.

Wszyscy oni kotłują się razem z pasażerami, którzy wpadają chyba w stan nirvany, bo na nic nie zwracają uwagi. Dla nich to chleb codzienny. Siedząc przy przejściu dostajesz po głowie tymi stojakami na przekąski, gitarami i łokciami, ale cieszysz się, że przynajmniej siedzisz…

Galeria alternatywnych środków transportu

 

W Indonezji łatwo wypożyczyć skuter. Cena za dobę, w zależności od wyspy i możliwości pożyczenia jednośladu, waha się od 30 do 200 tys. rupii. Zazwyczaj płaci się 50-100 tys. Rp.

Jak widać – wiek pasażerów (a nawet kierujących) nie jest w żaden sposób ograniczany. Skuterowa taksówka nosi nazwę ojek.

Jeden skuter mieści średnio od trzech do pięciu Azjatów. Kto mi teraz powie, że nie jest to pojazd rodzinny?

Alternatywą skuterów i motorów są rowery. Rzadko spotykane, ale często wyposażone w silnik własnej roboty.

Tuk-tuk to tak naprawdę ojek, ale z koszem na pasażerów.  Polecana opcja dla strachliwych. Kierowcy tuk-tuków są mniej zwrotni i maszynę trudniej przewrócić. Poza tym, z przodu lub z tyłu jest miejsce na bagaż. Nie trzeba więc jechać skuterem z plecakiem na barkach.

Tuk-tuk z boku.

Tuk-tuk od środka.

Przykład bardzo zwrotnych tuk-tuków. Tego typu rozwiązania sprawdzają się w miastach, gdzie kierowcy jeżdżą „gdzie się da”.  Tuk-tuki jednoczłonowe są węższe, a pasażerowie znajdują się za kierowcą, a nie obok.

Pojazd widoczny na fotografii to buso-taxi. Są wielkości lokalnych busików, ale zawiozą cię gdzie tylko sobie zażyczysz. Wjadą wszędzie tam, gdzie auta 4×4, a nawet dalej. Kierowcy udowadniają, że ważna jest technika i styl jazdy, a nie posiadany samochód. Siedzenia za kierowcą są wyrwane, a na ich miejsce wstawione są prowizoryczne ławki. Mieszczą do kilkanastu osób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *