Singapur. Podstawowe informacje

Singapur zasłużył na miano miasta (właściwie państwa-miasta), które naprawdę lubimy. Choć byliśmy tam krócej niż dobę, opuszczaliśmy je z żalem. To był punkt przesiadkowy na naszej trasie do Australii, który zaserwował nam wiele wrażeń. Miasto przede wszystkim jest niesamowicie zielone! Po przyjeździe z kraju Trzeciego Świata, czuliśmy się jak dzikusy. Tym bardziej, że takiej cywilizacji jak tam, jak żyję nie widziałam. 

Lotnisko

Wszędzie jest tak czysto, że ma się ochotę wylizać podłogę. Krępujące uczucie. Z kranu leci woda pitna, ale wszędzie i tak poustawiane są stojaki do napełniania butelek. Całe lotnisko objęte jest bezpłatnym wi-fi. Przy poczekalniach poustawiane są wspaniałe masażery do stóp – darmowe. Jest jeden minus – klimatyzacja wszędzie chłodzi do przesady. Tak samo było w Stanach i Australii. Nie wiem, czy jest to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie, że w niektórych krajach nie znają umiaru. Jak na zewnątrz jest gorąco, to w pomieszczeniach próbują odtworzyć jaskinię lodową.

Komunikacja miejska

Z terminala dojedziesz wszędzie. Są tu dwie linie metra, pociągi, autobusy, taksówki – rewelacja. Dobowa karta na komunikację miejską (na wszystko) plus wejście do dwóch muzeów kosztuje 10 dolarów singapurskich. Wszystko jest świetnie opisane i każdy służy pomocą w razie wątpliwości. Kaucja za wydanie karty również wynosi 10 SGD. Jest zwrotna, po oddaniu karty dostajesz gotówkę. To było akurat kłopotliwe, bo nie mieliśmy później co zrobić z tymi pieniędzmi. Daniel nosi je w portfelu do dziś.

Perfekcyjnie czyste przejście między liniami metra. Nawet każde lustro było dopolerowane!

Język

Każdy bez problemu Cię zrozumie, jeśli odezwiesz się po angielsku. Jest on językiem urzędowym, podobnie jak chiński, malajski i tamilski. Singapurczycy głównie posługują się jednak Singlish (oparta na angielskim mieszanka malajskiego, tamilskiego, kantońskiego i innych dialektów chińskich). Rząd państwa surowo sprzeciwia się używaniu tego języka, ale idąc po ulicach zastanawiasz się: “to angielski czy chiński?” i za cholerę nie wiesz. Bo tak brzmi Singlish. Podejrzewam, że ani Brytyjczycy, ani Chińczycy, niewiele z niego zrozumieją.

Dostęp do sieci

W całym mieście swoim numerem telefonu można zarejestrować się do darmowego publicznego wi-fi. Podobno – my nie próbowaliśmy. Za dużo było do zobaczenia, żeby siedzieć na necie! Ale z ciekawostek, jeśli podłączysz się do prywatnej niezabezpieczonej sieci wi-fi, mogą cię oskarżyć o hakerstwo. 

Prawo

Singapur jest najczystszym miastem na świecie. Ulice wręcz pachną, a trawa jest idealnie zielona i przycięta. Będąc tam, ma się ochotę przydzielić państwo do kategorii krajów wyższej od Pierwszego Świata. Prawo jest bardzo surowe i być może to ono jest kluczem do sukcesu. Mandat za wyrzucenie papierka czy splunięcie na chodnik zaczyna się od 1000 SGD! Nie wolno sprzedawać i kupować gumy do żucia. Brak higieny osobistej i sprzątania po sobie może się skończyć więzieniem! Na przykład za niespuszczenie wody w toalecie publicznej trafia się za kratki. Policja robi naloty – ja nie żartuję. Chodzenie nawet po własnym domu nago jest zakazane (życie intymne musi być skomplikowane). Podobno w miejscach publicznych nie wolno się przytulać – żyliśmy trochę na krawędzi. Pali się jedynie w wyznaczonych miejscach, co jest akurat cudowne, bo nikt ci nie chucha dymem na chodniku.

Atrakcje turystyczne

  • ArtScience Museum – jedyne w swoim rodzaju. Bardzo żałujemy, że nie udało nam się do niego wejść na wystawę NASA : ( Sam budynek również jest wart uwagi, swoim kształtem przypomina kwiat lotosu.
  • Marina Bay Sands – kompleks budynków nad brzegiem zatoki, który tworzy niemal osobne miasto. Warto przejść się wybrzeżem, by zobaczyć „idealny świat”.

Widok  na Marina Bay Sands spod ArtScience Museum.

  • Gardens by the Bay – będąc przy Marina Bay Sands, koniecznie trzeba zajść do tych ogrodów. Większość czasu spędziliśmy właśnie tutaj. Było cudownie. Ogrody można zwiedzać pieszo, co zajmuje sporo czasu. Dla leniuszków jest opcja z minibusikami i przewodnikiem. Na terenie oczywiście pełne zaplecze higieniczne. Wstęp do zewnętrznych ogrodów jest darmowy. Wśród nich zwiedzić można ogrody: kolonialny, malajski, chiński, indyjski, „sekretnego życia drzew”, „świata palm”, mchów i ściółek, owoców i kwiatów oraz „sieci życia”. Po zmierzchu jest to miejsce pokazów świetlnych w Supertree Grove. Generalnie miejsce warte odwiedzenia!

Widok na Silver Garden i Singapore Flyer.

Supertree grove.

Daniel w Golden Garden.

  • Singapore Botanic Gardens – podobno najczęściej odwiedzane ogrody botaniczne na świecie. Czas nam na nie nie pozwolił, ale rośliny z całego świata i tak można podziwiać w Gardens by the Bay.
  • Coney Island – 50 hektarów naturalnego parku, popularne miejsce wypoczynkowo-campingowe. Trochę dziczy w mieście.
  • East Coast Park – park wzdłuż plaży.
  • Little India – takie hinduskie Chinatown. Są prawdziwe świątynie, jedzenie, ulice, Hindusi – wszystko, co możesz zobaczyć w Indiach. Nie, żebym tam była…

Hindusi i te ich szalone bóstwa…

  • Chinatown – tłumaczyć chyba nie muszę.

  • Orchard Road – ponad 2 km sklepów, okropność. Ale rozumiem, że ludzie muszą nosić ubrania. Zwłaszcza w takim mieście.
  • Singapore Flyer – wielka karuzela.
  • River Safari/Night Safari – podobno ubaw po pachy i  świetne zoo. Ja tam nie lubię zwierząt w klatkach, bo mi się serce kraje. Ale krążą plotki, że zwierzyna wybiegi ma ogromne i jest dobrze traktowana. Tylko czy taka niewola w imię zadowolonych rodzin z dziećmi w niedzielne popołudnie ma sens?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *