Sumur. Północne wrota Ujung Kulon

Za busa z Labuanu zapłaciliśmy aż 200 tys. rupii. Strasznie z nas zdarli, ale ani trochę nie dało się utargować. Nie chcieliśmy w kolejny dzień przeżywać tego samego, więc grzecznie zapłaciliśmy. Trzy i pół godziny później wysiedliśmy. Zrezygnowaliśmy z jazdy do Taman Jaya. Drugie tyle jazdy, a było już popołudnie i kiszki grały nam marsza. Wysiedliśmy w Sumurze. Zakochałam się tej wiosce. Rzadko bywają tu biali, co jest dodatkowym atutem. Żyje się powoli, a okolica jest piękna. Poza tym Sumur to pierwsze wrota do Ujung Kulon! Po opuszczeniu czadowego busika, od razu zauważyliśmy drogowskaz na hotel. Rysunek z nosorożcem zaprowadził nas do Wisma Sarang Badak. Gorąco polecamy to miejsce!

SumurWisma Sarang Badak, widok z ulicy.

Sumur„Nasz” dwupokojowy budynek.

SumurWidok na pozostałe pokoje.

Sumur

SumurPyszne smażone banany, świeża papaya, banany w cieście i dwie ryżowe przekąski z kokosem i cukrem palmowym (taki żelko-budyń).

Sumur

Rhino Hotel

Właściciel jest lokalnym przewodnikiem, bardzo dobrze mówi po angielsku i posiada dużą wiedzę na temat fauny i flory. Przez kilkanaście lat pracował w Parku Narodowym Gunung Leuser na Sumatrze (głównego celu naszej wyprawy). Był łącznikiem badaczy i organizacji ochrony przyrody z lokalnymi mieszkańcami. Nie był szalonym aktywistą, pracował jako wysłannik rządu indonezyjskiego. Próbował tłumaczyć zły wpływ plantacji palm olejowych na lasy deszczowe.

Niestety, coś poszło nie tak. Mieszkańcy z okolic Parku, podjudzani przez wielkie koncerny, zbuntowali się. Zachodnie firmy dawały im pracę i jedzenie. Co mogły im dać drzewa i dzikie zwierzęta? Dzięki palmie olejowej zatrudniane były całe społeczności, zniknęło niedożywienie i bezrobocie. Pewnego dnia tłumy ludzi zaczęły się dobijać do jego siedziby, rozwścieczone decyzją o odebraniu im nowych terenów pod uprawy. Nasz przerażony bohater musiał uciekać. Przez trzy dni chował się w dżungli. Bez przygotowania, sprzętu, jedzenia i wody – uciekł jak stał. Urządzono na niego polowanie, ale mieszkańcom nie udało się go wytropić. Spalono jego dobytek, a on sam cieszył się, że uszedł z życiem.

Właściciel Wisma Sarang Badak jest bardzo uczciwym człowiekiem. Zostawiliśmy u niego nasze plecaki na kilka dni na przechowanie, całkiem za darmo. Za noc ze śniadaniem (na wypasie) płaciliśmy 100 tys. rupii. Organizuje też wycieczki na terenie Parku Narodowego Ujung Kulon. Pływanie tradycyjnymi kajakami, trekkingi, transport na wyspy, czy wyprawę na Krakatau (aktywny stratowulkan, w 1883 roku erupcja zabiła 36 tys. osób, wybuch było słychać z odległości 5 000 km, niebo na całej planecie stało się ciemniejsze, a fala uderzeniowa obiegła ziemię siedmiokrotnie!). 

Sumur

Sumur

SumurNasz ulubiony sklep w Sumurze, a na pierwszym planie najpyszniejsza odmiana bananów na świecie! Smakują jak papajo-melono-marakuja.

Sumur

SumurWidok z centrum na budowę platform rybackich (jermali). Stawiane są głównie na otwartych wodach (15-20 km od brzegu). Rybacy mieszkają lub odpoczywają w prowizorycznych wiatach na środku plarformy. Do pracy często wykorzystywane są dzieci, na których psychice mocno odbija się wielotygodniowe odosobnienie. Jest to nielegalne, ale niestety wciąż ma miejsce.

Sumur

Sumur

Sumur

Sumur

SumurPierwszy waran paskowany (varanus salvator), którego udało nam się zobaczyć. Później spotkaliśmy ich jeszcze kilkanaście.

SumurStacja benzynowa na wypasie. Zazwyczaj kupuje się paliwo w plastikowych butelkach po napojach.

 

Latające lisy (ang. flying foxes)

Przez bliskość parku narodowego, Sumur odwiedzają i zamieszkują dzikie zwierzęta. Nam udało się zaobserwować majestatyczne rudawki malajskie (Pteropus vampyrus), zaliczane do największych nietoperzy świata. Rozpiętość ich skrzydeł wynosi do 1.5 metra! Daniel początkowo myślał, że to ogromne ptaki, dopiero gdy zobaczył je z bliska, stwierdził: „miałaś rację, nietoperze…”. Rudawki, w przeciwieństwie do innych widzianych przez nas nietoperzy, nie sypiają w jaskiniach. W ciągu dnia zawisają na gałęziach wysokich drzew. Są owocożerne i w przeciwieństwie do innych nietoperzy – nie posiadają zmysłu echolokacji.

Sielanka z plastiku

W Sumurze żyje się spokojnie, głównie z połowów ryb. Kawałek za wsią są plaże z martwych koralowców. Można sobie nieźle stopy poharatać! W samej wioseczce jest niestety bardzo brudno. Ludzie wyrzucają śmieci, gdzie popadnie i to bardzo smuci. Wybrzeże przy targu rybnym woła o pomstę do nieba. Kozy wędrują po tym wysypisku, zjadając co się da. Później ludzie zjadają te kozy, które składają się już głównie z plastiku. Tak samo zresztą z rybami. W wodzie jest tyle odpadów, że obrzydliwa wydaje się myśl samego zanurzenia w niej dłoni. A spora część tych śmieci wypływa na otwarte morza i oceany… Mimo to wioska ma w sobie to coś, koło czego nie da się przejść bez sympatii.

Szokująco zaśmiecone wybrzeże wioski.

Grupka ośmiu kociąt. Prawdopodobnie żadne z nich nie dożyje wieku dorosłego. Wszystkie były skrajnie niedożywione, z zaawansowanym kocim katarem.

Czy ktoś z Was zna może odpowiedź na pytanie, czym są te zawijaski? Początkowo myśleliśmy, że to kokosy, ale okazało się, że w środku jest coś w rodzaju… no właśnie, pieczywa? Ciężko określić czego. Chcieliśmy kupić jedno na spróbowanie, ale w środku każdego roiło się od robactwa. Nikt nie potrafił nam „wymigać” co to jest.

Droga na „plażę martwych koralowców” prowadzi między wysokimi palmami kokosowymi.

O panu w okularach była pierwsza część wpisu. Załatwił nam łódź, na którą właśnie idziemy. Ujung Kulon, na reszcie!

Sumur

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *