Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżowaniu na Czerwonej Wyspie

Podróżować szybko, wygodnie i tanio… Wiemy, że tak się nie da. A na pewno nie na Madagaskarze. Chcesz szybko – wybierasz samolot: bilet międzykrajowy kosztuje prawie tyle samo ile przylot na samą wyspę. Potem okazuje się jeszcze, że loty są raz w tygodniu, nigdy punktualnie, a częstą praktyką jest ich odwoływanie już na samym lotnisku.

A wygodnie? Wybierasz auto: ceny zwalają z nóg, dwóm osobom bardziej opłaca się wybrać samolot. W pakiecie jest kierowca, jego wyżywienie i nocleg, paliwo sam kupujesz. Zależy dokąd zmierzasz, ale w większości miejsc z kierowcą będzie lepiej – bezpieczniej.

No to chociaż tanio – wybierasz taxi brousse (malgaski autobus): teraz pytanie czy było warto?

Dworzec autobusowy

Na autobus, czyli taxi brousse (“taksi brus”), pierwszy raz szliśmy bojowo nastawieni. Postawa ta była wywołana naszymi azjatyckimi doświadczeniami, jak się później okazało – niepotrzebnie. Już kilkaset metrów przed stacją można spotkać naganiaczy. Stado ludzi podbiega do każdego idącego w stronę “dworca”. Piszę w cudzysłowie, ponieważ to miejsce  bardziej można porównać do postapokaliptycznej wizji niż do dworca. Wypytują o cel drogi i próbują zaciągnąć do swojego przewoźnika.

Zawłaszczenie

Zasada jest jedna: kto pierwszy, ten lepszy. Jeśli już odpowiesz, dokąd jedziesz, jesteś automatycznie przypisany do osoby, do której się odezwałeś. Kiedy inni naganiacze idą w Twoim kierunku,“twój” daje im gest ręką, że jesteś już zaklepany, a oni odchodzą z rezygnacją. Nie są jednak zbyt nachalni. Jeśli wszystkim się z uśmiechem podziękuje, odchodzą. Ale zaraz pojawiają się następni i tak w nieskończoność, więc czasem po prostu łatwiej się do kogoś “przypisać” i dojść na miejsce we względnym spokoju.

Robi się dziwnie, kiedy kierowca każe siedzieć w zamkniętym autobusie... Tylko wam.
Podczas wielogodzinnego oczekiwania na odjazd Daniel szlifował swój malagaski

Skąd jechać i za ile?

Należy pamiętać, że w stolicy nie ma jednego głównego dworca. Najlepiej zapytać lokalsów, z którego dostaniesz się do miejsca docelowego. W pozostałych miejscowościach wszystko odjeżdża z tej samej ulicy. Dobrze jest znać orientacyjną cenę podróży, żeby wiedzieć do jakiej stawki się targować. Jeśli jest to niemożliwe do ustalenia, trzeba się przejść wzdłuż oficjalnych biur (rozpadających się drewniano-blaszanych szop), które zazwyczaj mają wywieszoną cenę (gdy nie mają, wystarczy poprosić o cennik). U wszystkich jest ona taka sama. Na przykład w Tanie z dworca północnego odjeżdża się wszędzie na zachód. Koszt podróży np. do Tamatave to 20 tys. Ar. (ok. 24 zł), ale cena wzrasta wraz z malejącą odległością. Jeśli chcesz wysiąść wcześniej niż na stacji docelowej, cena nie ulega zmianie. Dlatego jeśli chcesz wysiąść w niestandardowym miejscu, musisz wsiąść do autobusu, który kończy trasę najbliżej niego – tak jest najłatwiej. Warto mieć to na uwadze, by uniknąć rozczarowań, jeśli (tak jak my) planuje się z dnia na dzień.

A jak to wygląda w praktyce?

Należy też mieć na uwadze, że autobusy rzadko odjeżdżają punktualnie, ale możesz być pewien, że odjadą planowo akurat wtedy, kiedy raz się spóźnisz. I nie ma zmiłuj, bo zazwyczaj wszystkie ruszą o tej samej porze. To jest chyba jakaś lokalna zmowa: powiedzmy, że autobus ma odjechać o dwunastej, ale jak się nie nie zapełni (a czasem przepełni), to nie pojedzie. Reszta też nie. Albo jest już komplet i nie wiedzieć czemu rusza dopiero o piętnastej. I kiedy myślisz sobie: “olaboga, wreszcie jadę!”, to po pół godziny drogi kierowcę odnajduje przerwa obiadowa. Zajeżdża do jakiejś wioseczki, a wszyscy wychodzą z autobusu i znikają w budynkach. Zgodnie z powszechnie panującą zasadą “mora mora”, czyli “na spokojnie” (przez nas tłumaczone jako: “miej wy…, a będzie ci dane”). Każdy zdąży przetrawić cztery razy zanim wróci do pojazdu. Ale czasem zdarza się jednak tak, że kierowca zatrąbi i grzecznie czeka, aż zgraja się posłusznie zejdzie. W każdym razie przygotuj się na częste postoje degustacyjne, a jeśli rzadkie – to długie.

Pierwszy postój na jedzenie. Kiedy pojazd stanął, nie wiedzieliśmy co się dzieje - pasażerowie nagle jakby wyparowali. Dopiero po chwili domyśliliśmy się, że poszli jeść.
Psy nie mają się tu najlepiej. Liczne rany i blizny na ich ciałach mówią same za siebie. Zwierzęta dodatkowo są zazwyczaj skrajnie niedożywione i panicznie boją się człowieka. Każdy gwałtowny ruch powoduje piski, skulenie lub ucieczkę. Oczywiście dokarmiałam zwierzaki, jak tylko mogłam. Wzrok mieszkańców mówił jednak wiele. Ludzie głodują, a ja psy karmię....

Rezerwacja

Na dworzec dobrze jest pójść przynajmniej w przeddzień odjazdu i zarezerwować sobie miejsce. O wszystko jest dobrze zadbać samemu i upewnić się pięćset razy. Raz ustawiliśmy się na autobus, który odjeżdżał o 4. rano. Na dworcu mieliśmy być i byliśmy przed 3. rano. Okazało się, że miejsca nie ma. A babeczka z biura, z którą rozmawialiśmy wcześniej, wyśmiała nas jak bandę debili. “Bez biletu przyszli! Ha! Dobre sobie!”. Tyle, że kilka godzin wcześniej nie raczyła wspomnieć o rezerwacji… Dworzec opuściliśmy ostatecznie o 14 (następnym transportem). Byliśmy wtedy w podróży przez 26 godzin – nie licząc czekania. Koszmar!

Skrajne ubóstwo i problem biedy widać na każdym kroku. To zdjęcie przedstawia typowy gliniany dom wielopokoleniowy.
Ludzie pokonują dziennie wiele kilometrów pieszo do odległych wiosek. Idą handlować, na targ, po wodę.
Ta rzeka tydzień później była całkowicie wyschnięta. Został tylko kurz i piach, bez najmniejszych śladów wody.
Korupcja i blokady uliczne to temat rzeka, ale chyba na osobny artykuł

Toaleta

Wystarczy krzyknąć “pipi” (siku) albo “kaka” (kupa) i za chwilę pojazd staje. Ale nawet nie trzeba krzyczeć, bo zaraz ktoś to i tak zrobi. Bez stresu, że przez 15 godzin jazdy nie będzie gdzie się zatrzymać – oni stają gdzie popadnie. Krępujący jest jednak pierwszy taki postój. Kiedy kilkanaście osób wychodzi z tego minibusika i po prostu załatwia się przy nim, jeden obok drugiego. Mężczyźni, kobiety i dzieci sikają wspólnie w komitywie. Tylko za “dwójką” odchodzi się dwa metry w krzaki. Ale zaraz, przecież to my, ludzie cywilizowani, zrobiliśmy z ekskrementów tabu. Tu nic, co ludzkie nie jest im obce.

Typowa przerwa na "pipi". Na pierwszym planie widać "świeżo wylane" plamy moczu. Przy samym wejściu do autobusu było ich znacznie więcej!

Szoferzy

Kierowcy to prawdziwi mistrzowie kierownicy. Nikt tak dobrze nie potrafi jechać off-road’u przeładowanymi samochodami, z napędem na dwa koła, jak oni. Szaleńcze prędkości nad urwiskami, wyprzedzanie “na dziesiątego” na górskich serpentynach i przejazdy przez rzeki to pestka. Ale jak przychodzi do podjazdu pod krawężnik, to zatrzymują swoje karoce, wbijają pierwszy bieg i z prędkością 0,2 km/h próbują się przetoczyć. Raz jechaliśmy z takim agentem, co zajeżdżał drogę wszystkim, trąbił jak wariat i zachowywał się dziwnie (kilka razy zatrzymywał się na poboczu i łaził po rowie, po czym odjeżdżaliśmy), ale jechał 15 km/h. Jak nie daj Boże ktoś go wyprzedził, to przypominał sobie, gdzie jest gaz i wpadał w jakiś szał wyprzedzania, po czym nadal blokował drogę. Każdy, z którym jechaliśmy był inny, ale żaden na pewno nie był w pełni normalny.

Żandarmeria

Na zachodzie i południu nie jest bezpiecznie. Przez panujące tu susze ludzie mają trudne warunki do życia. Nie jest łatwo cokolwiek wyhodować, a zwierzynę wyżywić i napoić. Broń jest powszechnie dostępna, głównie do obrony bydła przed “mafią zebu”. Podobno mięso zebu jest jednym z najsmaczniejszych na świecie. Za granicą kilogram kosztuje krocie. Grupy przestępcze wyspecjalizowały się w napadaniu na wieśniaków. Ci z kolei dla obrony uzbroili się w karabiny. Można się więc zdziwić, mijając podczas spacerów uzbrojonych mężczyzn i chłopców.

Każdy chciałby zyskać trochę czasu i trasę pokonać w nocy. Każdy nieroztropny. Po zachodzie, od 18., odjazdów skądkolwiek dokądkolwiek ze świecą szukać. Napięte nastroje i bieda spowodowały praktykowanie napaści na kierowców. Niejednokrotnie zdarzały się mordy dokonywane na pasażerach. Ale pierwsze autobusy ruszają już o 2. nad ranem. Firmy przewozowe zawiązały współpracę i dla bezpieczeństwa odjeżdżają w tym samym czasie. Pięć, osiem, dziesięć autobusów, jeden za drugim przemierzają kompletnie ciemne rejony wyspy. Ale zanim opuszczą miasto, zajeżdżają po żandarmów. W każdym pojeździe siedzi jeden żołnierz z nabitym kałachem, przez kilkanaście godzin bacznie obserwując czarne pobocze. Taka jazda w eskorcie wojska na pewno jest emocjonująca.

W oczekiwaniu na wojsko
Robienie zdjęć obiektom wojskowym, policyjnym i rządowym jest zabronione pod surową karą. Nie można również fotografować żołnierzy. Przez mój spory respekt do broni, zwłaszcza nabitej i kilka metrów ode mnie, zaryzykowałam tylko jedno ujęcie. Na środku kadru jeden z żołnierzy organizuje ludzi.
A Ania już wie, że zaraz w końcu ruszymy!

Podsumowanie

Po podliczeniu wszystkich za i przeciw wciąż mam mieszane uczucia. Równo połowę pobytu na Madagaskarze spędziliśmy w podróży i… na czekaniu na nią. Mogliśmy ten czas wykorzystać o wiele lepiej. Tamtejszy bus to bez porównania najtańszy, a zarazem najwolniejszy i najmniej wygodny środek transportu. Nie jest również bezpiecznie. Zwłaszcza na zachodzie byliśmy świadkami mrożących krew w żyłach scen z udziałem kierowców i ich pasażerów. Przeładowane do granic wytrzymałości konstrukcyjnej pojazdy na trudnym i wyboistym terenie to norma. Lokalsi opowiadają wiele historii o wypadkach, kilka z nich sami widzieliśmy. Jednak brawurowa jazda dotyczyła zwłaszcza kierowców jeepów. Ich brak wyobraźni jest nie do opisania. Wiele osób ginie na drogach, ale czy więcej niż w Europie?

Spokojnie, na szczęście są jeszcze rowerowe pouse-pouse'y. Ich prędkość jest właściwie podobna do jazdy autobusem. Niestety, nie wyjeżdżają poza wioski i miasta...
A kiedy wszystko inne zawiedzie - i tak trzeba iść pieszo. W wiele miejsc po prostu nie da się niczym dojechać!

Jedna odpowiedź do “Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżowaniu na Czerwonej Wyspie”

  1. Jak tak sobie to wszystko czytam to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że z Wami to mogę najdalej do Pragi pojechać! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *