Ujung Kulon

Najbardziej wysunięta na zachód część wyspy Java nosi nazwę Banten. To tam położony jest niesamowity park narodowy. Został utworzony w 1980 roku, a 11 lat później – jako pierwszy indonezyjski park – został wpisany na listy światowego dziedzictwa UNESCO. Na jego terenie znajdują się wyspy wulkaniczne Krakatau, w tym aktywny szczyt Anak Krakatau. Mowa o Ujung Kulon. Wstęp na jego teren kosztował nas po 250 tys. rupii.

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung KulonAktywny szczyt Anyak Krakatau.

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Kiedy jedziesz oglądać drzewa

Jako, że na wyprawę wybraliśmy sobie sezon deszczowy, na horyzoncie nie było turystów. Ani jednego! W ogóle mało zagranicznych dociera do parku, ponieważ dojazd jest długi i niekomfortowy. Brakuje tu stoisk z pamiątkami, a w samej dżungli podziwia się zwierzęta i rośliny. Nie ma infrastruktury turystycznej. Właściwie, po prostu chodzi się po lesie. Nuda?

Flora

Park jest naturalnym siedliskiem nosorożca jawajskiego (Rhinoceros sondaicus). Ten duży ssak zamieszkiwał niegdyś ogromne tereny Azji – od gęstych lasów deszczowych, po trawiaste równiny. Na jego nieszczęście, tradycyjna medycyna chińska mocno ceni jego sproszkowany róg, uznawany za afrodyzjak. Przez wielu uznany za najrzadsze zwierzę na Ziemi. Dziś jest krytycznie zagrożony wyginięciem – jego populacja liczy ok. 60 osobników. Park jest również domem między innymi lampartów jawajskich (Panthera pardus melas) i krokodyli różańcowych (Crocodylus porosus). Zarejestrowano tu ponad 240 gatunków ptaków, 72 gatunki płazów i gadów oraz 40 gatunków ssaków (w tym 5-ciu przedstawicieli naczelnych). Przy odrobinie szczęścia, w nocy można zaobserwować magiczne zjawisko. U wybrzeży parku dryfują bioluminescencyjne bakterie, a plaże spowija niebieska łuna.

Taman Jaya

Najlepszą bazę wypadową stanowi Taman Jaya. Tak słyszałam i na pewno tam wrócę. A stamtąd w 14 dni dojdę do wybrzeża (bo tyle taka wyprawa zajmuje). Najlepiej dobrać trasę w zależności od swoich możliwości i oczekiwań. Nas ograniczał czas, więc przygodę rozpoczęliśmy w Sumurze, skąd wynajęliśmy łódź na cztery dni. Czas pełen śmiechu i wrażeń. Najlepszy był fakt, że nikt z dwuosobowej załogi nie mówił po angielsku. Oni nawet nie rozumieli na migi i nasze ustalanie godziny wypłynięcia było prawdziwym kabaretem. Na dobrą sprawę, nie byliśmy nawet pewni, dokąd płyniemy. Dopiero drugiego dnia dosiadł się strażnik, który migi rozumiał. Nawet ni stąd, ni zowąd czasem przemówił po angielsku. Chyba – nie udało mi się go zrozumieć.

Pulau Peucang

Naszym pierwszym przystankiem była wyspa Peucang. Jest tu jedno z dwóch miejsc w Ujung Kulon, gdzie można spać pod dachem. Za ten Eco Resort zapłacisz w sezonie milion rupii za noc. To nie są żarty. Nawet nie chcesz wiedzieć ile kosztują posiłki. My nie chcieliśmy, jedzenie zapewniła nam załoga statku. Jeszcze w Suburze nakupili owoców i warzyw. Swoją drogą, świetnie gotowali. Już przy cumowaniu mieliśmy okazję zobaczyć dwa dzikie zwierzęta – zagrożoną wyginięciem, endemiczną świnię brodawkowatą (Sus verrucosus) oraz dzika euroazjatyckiego (Sus scrofa). To tam moje stopy po raz pierwszy w życiu dotknęły dżungli. I zdziwiły się, że nie jest aż tak gęsta. Park obejmuje nizinne lasy deszczowe, które choć nie są zbite w jedną płaszczyznę, wciąż robią piorunujące wrażenie. Po zejściu na ląd, niemal od razu ukazały nam się sambary sundajskie (Rusa timorensis) i makaki krabożerne (Macaca fascicularis). Ruszyliśmy na trekking po wyspie.

Ujung KulonŚwinia brodawkowata (Sus verrucosus)

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung KulonMakak krabożerny (Macaca fascicularis)

Ujung Kulon

Tiung

Już na początku trasy zauważyliśmy drzewo o imieniu Kiara. Jest to ogromny, 25-metrowy figowiec Benjamina (Ficus benjamina L.). Od zejścia na wyspę było słychać krzyki ptaków. Jeden z nich się wyróżniał. Brzmiał tak: “tjiiiiiium tjiiiiium”. Przewodnik powiedział, że nazywa się “tjum”. Bardzo mnie to rozśmieszyło. Po późniejszych poszukiwaniach w encyklopediach, okazał się być gwarkiem czczonym (Gracula religiosa religiosa) – po ichniemu tiung. Ptak wyjątkowy, ponieważ jak żaden inny naśladuje odgłosy otoczenia, również mowę ludzką. Co chwilę koncert gwarka i cykad przerywało złowieszcze trzepotanie skrzydeł. Brzmiało jakby nad nami przelatywały kilkumetrowe zwierzęta. Trzepotanie i trzaski gałęzi docierały do uszu ze wszystkich stron. Moim oczom ukazały się endemiczne (występujące jedynie w określonym obszarze) dzioborożce żałobne (Buceros rhinoceros), a chwilę później dzioborożce białobrzuche (Anthracoceros albirostris). Niesamowite przeżycie. Nawet nie próbowałam ich fotografować. Po prostu stałam i podziwiałam te piękne stworzenia.

Ujung KulonDaniel i Kiara

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Po drugiej stronie

Po przejściu wyspy wzdłuż, dotarliśmy do wybrzeża. A tam zobaczyliśmy ogromne chmury burzowe i przewodnik nie musiał tłumaczyć, że nie chcemy się tu znajdować podczas ulewy. Dał nam jednak chwile, żebyśmy przeszli się po łuku skalnego. Sam usiadł na skraju dżungli. Cała plaża roiła się od pustelników (Paguroidea). Chwilę pokręciliśmy się po cmentarzysku koralowców, ale do łuku nie doszliśmy. Trochę się zestresowaliśmy szybko nadciągającą burzą, a poza tym nawet nie widzieliśmy przewodnika. W drodze powrotnej czekało na nas kilka stad sambarów sundajskich (Rusa timorensis). Te jeleniowate to kolejny endemiczny gatunek, niestety również narażony na wyginięcie. Jestem prawie pewna, że widzieliśmy również dwa sambary jednobarwne (Rusa unicolor). Ich występowania w parku nigdzie się nie doczytałam, ale zamieszkują pobliską Sumatrę. Były o wiele większe od poprzednio spotkanych przez nas sambarów i głównie to skłoniło mnie do przemyśleń. Z grupą tych dwóch samców przebywał kanczyl jawajski (tragulus javanicus)! Jest to malutki ssak kopytny, ważący do 2 kg. Podczas galopu przypomina ratlerka. Przy samym wyjściu z lasu czekała na nas samica pawia złotego (Pavo muticus muticus), którego przedstawicieli obu płci spotykaliśmy później wielokrotnie.

Ujung KulonDawne siedliska koralowców.

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung KulonSambary sundajskie (Rusa timorensis)

Ujung Kulon

Ujung KulonSamica pawia złotego (Pavo muticus muticus)

Atak!

Gdy posilaliśmy się na łodzi, podniosła się wrzawa. Nasza załoga i mieszkańcy wyspy rzucili się do biegu. Nie zastanawiając się, pognałam za nimi.  Ryby wyskakiwały z wody. Indonezyjczycy wskoczyli do niej i garściami wyrzucali je na brzeg. Stałam jak wryta. Okazało się, że byliśmy świadkami polowania delfinów. Ich stado zagoniło ławicę ryb w stronę brzegu, gdzie ofiara miała wybór między samobójczym skokiem na piasek i ostrymi zębami waleni. Straszne było obserwowanie duszących się na plaży stworzeń. Jakby było im mało cierpienia, Jawajczycy przeciągali im żywcem żyłki przez skrzela. Dla nich jednak nie jest to sport czy zabawa, tylko prawdziwy posiłek. I wiem, że nic z tego się nie zmarnowało.

Ujung KulonMakak krabożerny (Macaca fascicularis)

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung KulonTo ten strażnik rozumiał migi!

Cidaon

Dżungla na lądzie wygląda zupełnie inaczej. Las jest gęstszy i ciężej dostrzec niebo w koronach drzew. Po krótkim spacerze do Cidaon, na polanie zobaczyliśmy stado bantengów azjatyckich (Bos javanicus). Wyglądają jak egzotyczne krowy i tak naprawdę nimi są. Z tą różnicą, że są całkowicie dzikie. Jak na każdym otwartym terenie, były tam też pawie zielone – inaczej nazywane złotymi. U wybrzeży wysp i lądu, zaliczyliśmy pierwszy w swoim życiu snorkeling, czyli nurkowanie z maską i rurką. Pierwsze wrażenia nie były zbyt pozytywne. Lało, a wysokie fale nas podtapiały. Kolejnym razem woda była bardzo mętna, a jeszcze następnym rafa koralowa nam… nie zaimponowała. Wstyd się przyznać. Ale ryby były jakieś brzydkie, a koralowce wyglądały jakby wcale nie chciały żyć. Dopiero nurkowanie na Flores sprawiło, że nie chcieliśmy wychodzić z wody.

Ujung Kulon

Ujung KulonBantengi azjatyckie (Bos javanicus)

Ujung Kulon  Ujung Kulon

Ujung KulonPawie złote (Pavo muticus muticus)

Ujung KulonMakak krabożerny (Macaca fascicularis)

Ujung Kulon

Handeleum

Drugie i ostatnie miejsce do spania na terenie parku narodowego znajduje się na wyspie Handeleum. Na stałe zamieszkuje ją kilka osób. Prąd włączany jest późnym popołudniem, na kilka godzin. Tutaj koniecznie musisz mieć własne jedzenie. W porównaniu do poprzedniego hotelu, ceny są już przyzwoite. Noc kosztuje tu 200 tys. Rp. Choć ponownie byliśmy jedynymi turystami i chcieliśmy spać w spartańskich warunkach, przekierowali nas do ekskluzywnego hotelu dla białasów. Ni hu hu nie szło się z nimi dogadać, ale jako że zapłaciliśmy załodze z góry, to był ich problem. Po powrocie do Sumuru próbowali od nas wyciągnąć kasę za spanie w luksusach, ale my ich o to nie prosiliśmy, więc niestety byli stratni. Brawo my, po raz pierwszy nie daliśmy się naciągnąć! A nocleg w tym budynku był o wiele droższy.

Mój przyjaciel paw

Nie wiem, czy przelotnym, czy stałym mieszkańcem wyspy była pawica. Ale z jakiegoś powodu bardzo mnie polubiła. Chodziła za mną wszędzie! Nawet jak biegłam, ona biegła za mną. Najchętniej nie zostawiała między nami odległości większej od metra. To było trochę krępujące. Jak byliśmy w hotelu, czekała pod szklanymi drzwiami. Raz wiatr je uchylił, a ona czym prędzej wbiegła do środka i towarzyszyła nam przy posiłku. Chociaż nasza przyjaźń była dziwna i międzygatunkowa, nigdy cię nie zapomnę, moja pawico!

Ujung KulonMoja przyjaciółka z wychodkiem bez drzwi. Możesz korzystać, patrząc wprost na swój pokój!

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Kolacja z pawiem. Wszystko super, ale… niestety pobrudził trochę posadzkę i trudno było go wygonić!

Ujung Kulon

Ujung Kulon

Ujung KulonPrzyjaciółka chodziła z nami nawet do „portu”, oddalonego kilkaset metrów od polany i hotelu.

2 odpowiedzi do “Ujung Kulon”

  1. Gratuluję odwagi i podziwiam Was, troszkę zazdroszcząc, że mnie to ominęło. Ale dzięki takim szczegółowym relacjom mogę przeżyć te przygody siedząc wygodnie przy laptopie i popijając kawę z ekspresu. Życzę wielu podróży marzeń oraz równie ciekawych i cennych rad. Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy:)

  2. Ta pawica – masakra, jak dla mnie najgorszy horror – PTAKI! 😉 Ale czyta się super, chyba zacznę więcej jeść w pracy – żeby móc czytać 🙂 Także pisać, pisać i zamieszczać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *